Często mówi się, że alkoholizm jest chorobą całej rodziny. I choć to zdanie brzmi jak wyświechtany slogan, kryje się w nim brutalna prawda, którą rozumieją tylko ci, którzy dorastali w domu, gdzie rytm dnia wyznaczał dźwięk otwieranego piwa lub brzęk szkła.
Możesz mieć trzydzieści, czterdzieści czy pięćdziesiąt lat. Możesz mieszkać na drugim końcu świata, mieć prestiżową pracę, kochającą rodzinę i dom, który wygląda jak z katalogu. A jednak, gdzieś głęboko w środku, wciąż czujesz ten sam lęk, który czułeś jako siedmiolatek nasłuchujący kroków ojca na schodach. To poczucie, że katastrofa wisi w powietrzu. Że spokój jest tylko ciszą przed burzą. Że nie wolno ufać, nie wolno czuć i nie wolno mówić.
Syndrom DDA (Dorosłe Dzieci Alkoholików) to nie jest choroba. To zestaw cech, nawyków i mechanizmów obronnych, które pozwoliły Ci przetrwać w wariackich warunkach dzieciństwa. Problem polega na tym, że te same zbroje, które chroniły Cię przed pijącym rodzicem, w dorosłym życiu stają się klatką. Blokują bliskość, niszczą relacje i sprawiają, że nawet w bezpiecznym życiu czujesz się jak żołnierz na froncie.
Dom, który był poligonem
Aby zrozumieć dorosłego z syndromem DDA, trzeba zajrzeć do jego dzieciństwa. W zdrowym domu dziecko ma prawo być dzieckiem – beztroskim, głośnym, popełniającym błędy. Rodzice są stabilnym gruntem, oparciem. W domu alkoholowym grunt jest ruchomy. Nigdy nie wiesz, na co trafisz po powrocie ze szkoły. Czy będzie wesoło i “normalnie”? Czy będzie awantura? A może ta najgorsza, lepka cisza i rodzic śpiący w ubraniu na kanapie?

W takich warunkach układ nerwowy dziecka przestawia się na tryb permanentnej czujności. Stajesz się ekspertem od wyczytywania nastrojów z mikrogestów. Poznajesz po sposobie wkładania klucza do zamka, w jakim stanie wrócił ojciec. Uczysz się być niewidzialnym. Uczysz się, że Twoje potrzeby są drugoplanowe, bo najważniejsze jest to, żeby “nie denerwować taty” albo “nie smucić mamy”.
Ta nadmierna czujność (hipervigilancja) nie znika w dniu osiemnastych urodzin. Zabierasz ją ze sobą w dorosłość. Dlatego dziś, gdy Twój szef wzdycha, Ty jesteś przekonany, że zaraz Cię zwolni. Gdy partner milczy, Ty wpadasz w panikę, że to koniec związku. Twój mózg wciąż skanuje otoczenie w poszukiwaniu zagrożenia, nawet jeśli siedzisz na bezpiecznej kanapie.
Zgadywanie, co jest normą
Jednym z najbardziej dojmujących uczuć osoby z DDA jest poczucie inności. Janet G. Woititz, autorka przełomowych książek o tym syndromie, pisała, że Dorosłe Dzieci Alkoholików “zgadują, co jest normalne”.
Ponieważ w Twoim domu normy nie istniały (obietnice były łamane, zasady zmieniały się w zależności od stopnia upojenia rodzica), w dorosłym życiu czujesz się jak imigrant w obcym kraju, który nie zna języka i obyczajów. Patrzysz na innych ludzi i zastanawiasz się: “Jak oni to robią?”. Jak to się dzieje, że rozwiązują konflikty bez krzyku? Jak to możliwe, że potrafią odpoczywać i nie mieć wyrzutów sumienia?
Często maskujesz to poczucie inności perfekcjonizmem. Starasz się być bardziej, mocniej, lepiej. Jesteś najlepszym pracownikiem, idealną matką, niezawodnym przyjacielem. Masz wrażenie, że jeśli choć na chwilę odpuścisz kontrolę, wszyscy zobaczą, że tak naprawdę jesteś oszustem, małym przerażonym dzieckiem w stroju dorosłego.
Lojalność aż do grobu (i o jeden dzień dłużej)
Paradoksalnie, dorastanie w domu pełnym chaosu często rodzi nienaturalnie silną lojalność. Jako dziecko musiałeś kryć rodziców. Nie mówiłeś kolegom, co się dzieje w domu. Wstyd był spoiwem rodziny. Nauczyłeś się, że brudy pierze się we własnym, zamkniętym na cztery spusty gronie.
W dorosłości przekłada się to na tkwienie w toksycznych relacjach. DDA mają ogromną trudność z odchodzeniem. Nawet jeśli partner Cię rani, zdradza, pije lub jest emocjonalnie niedostępny – Ty trwasz. Twoja podświadomość mówi: “Znam to. To jest bolesne, ale znajome”. Zdrowy, spokojny związek wydaje Ci się nudny, wręcz podejrzany. Brakuje w nim tych skoków adrenaliny, do których przywykł Twój mózg.

Co więcej, często wchodzisz w rolę ratownika. Skoro nie udało Ci się uratować ojca lub matki przed nałogiem, nieświadomie próbujesz “naprawić” partnera. Wiążesz się z osobami problemowymi, wierząc, że Twoja miłość ich uleczy. To tragiczna powtórka z historii, która zazwyczaj kończy się ponownym zranieniem.
Zamrożone uczucia
W domu alkoholowym okazywanie uczuć było ryzykowne. Strach paraliżował, złość mogła sprowokować agresję rodzica, a radość była nie na miejscu, gdy w domu panował dramat. Dlatego nauczyłeś się “odcinać”. Zamroziłeś swoje emocje, by przetrwać.
Dziś, jako dorosły, możesz mieć problem z odpowiedzią na proste pytanie: “Co czujesz?”. Często mylisz lęk z podnieceniem, a litość z miłością. Czasami czujesz tylko pustkę albo wielką, bezimienną gulę w gardle.
To odcięcie sprawia też, że DDA mają ogromną trudność z zabawą i beztroską. Zrelaksowanie się jest dla nich trudne, bo w dzieciństwie moment, w którym traciłeś czujność, był momentem, w którym obrywałeś. Dlatego na urlopie zamiast leżeć na plaży, martwisz się o pracę. Dlatego w trakcie imprezy, zamiast tańczyć, sprawdzasz, czy wszyscy mają pełne kieliszki i czy nikt się nie kłóci.
Role, które wciąż odgrywasz
Psychologia systemowa wyróżnia kilka ról, w jakie wchodzą dzieci w rodzinach z problemem alkoholowym. Nawet po latach, często wciąż tkwisz w jednej z nich:
Może byłeś Bohaterem Rodzinnym? Tym, który świetnie się uczył, opiekował rodzeństwem i był wizytówką rodziny na zewnątrz. Dziś jesteś pracoholikiem, który bierze na siebie odpowiedzialność za cały świat i nie potrafi prosić o pomoc.
A może byłeś Kozłem Ofiarnym? Tym, który sprawiał kłopoty, by odwrócić uwagę od picia ojca. Dziś wciąż pakujesz się w kłopoty, buntujesz przeciwko autorytetom i czujesz, że cały świat jest przeciwko Tobie.
Może byłeś Dzieckiem we Mgle (Niewidzialnym)? Tym, które znikało w swoim pokoju, uciekało w świat książek i fantazji. Dziś masz trudność z nawiązywaniem relacji, żyjesz na uboczu i boisz się zabrać głos.
Albo byłeś Maskotką? Tym, które żartem i wygłupami próbowało rozładować napięcie przy stole. Dziś jesteś duszą towarzystwa, ale w środku czujesz smutek, którego nikomu nie pokazujesz, bo boisz się, że smutnego nikt Cię nie zechce.
Czy to wyrok na całe życie?
Absolutnie nie. Syndrom DDA nie jest wyrokiem. Fakt, że Twoja przeszłość ukształtowała Twój mózg w określony sposób, nie oznacza, że nie możesz tego zmienić. Neuroplastyczność mózgu działa przez całe życie. Możesz nauczyć się nowych reakcji.

Terapia dla osób z DDA (często prowadzona w nurcie psychodynamicznym, poznawczo-behawioralnym lub NEST) nie polega na obwinianiu rodziców. Roztrząsanie ich win nie przynosi ulgi. Celem terapii jest coś, co nazywamy “re-parentingiem” – staniem się kochającym rodzicem dla samego siebie.
Chodzi o to, byś wziął to małe, przerażone dziecko, które wciąż w Tobie mieszka, za rękę i powiedział mu: “Już jest bezpiecznie. Jesteś dorosły. Tamten dom już nie istnieje. Nie musisz już walczyć, nie musisz kontrolować, nie musisz ratować. Możesz odpocząć”.
Proces zdrowienia to nauka stawiania granic. To nauka mówienia “nie” bez poczucia winy. To odkrywanie, że jesteś wartościowy nie za to, co robisz dla innych, ale po prostu dlatego, że jesteś. To moment, w którym przestajesz “zgadywać, co jest normalne” i zaczynasz tworzyć własną normę – opartą na szacunku i spokoju.
W MindPoint wierzymy, że bycie DDA to nie tylko balast. To także ogromna siła. Osoby, które przetrwały takie dzieciństwo, są niezwykle odporne, empatyczne i zaradne. Terapia pomaga jedynie zdjąć ten ciężki plecak z kamieniami, byś mógł użyć tej siły do budowania własnego szczęścia, a nie tylko do przetrwania kolejnego dnia. Przeszłość Cię ukształtowała, ale nie musi Cię definiować.

